Niedawno w jednej z lekcji szkoły sobotniej przytoczono następujące słowa:
Przez czterdzieści lat niewiara, szemranie i bunt hamowały wkroczenie starożytnego Izraela do ziemi chananejskiej. Te same grzechy spowodowały zwłokę i przyczyniły się do tego, że współczesny Izrael nie wszedł jeszcze do niebiańskiego Kanaanu. Obietnice Boże nie były zwodnicze ani w jednym, ani w drugim przypadku. To właśnie niewiara, światowość, brak uświęcenia i waśnie ludu, uważającego siebie za lud Boży, zatrzymują nas na tym świecie grzechu i smutku przez tak wiele lat. — Ewangelizacja 451.452 (1883). WCK 27.1
Porównanie wejścia Izraela do Ziemi Obiecanej z wejściem świętych do nieba stanowi solidną, biblijną lekcję poglądową. Wielu przywódców chrześcijańskich na przestrzeni wieków dostrzegało w tej ilustracji głębokie duchowe znaczenie. Właśnie dlatego uznałem, że powyższy akapit zasługuje na uważniejszą refleksję. Czy możemy wyciągnąć z niego lekcje dla siebie, żyjąc w naszych czasach?
Kluczowy zarzut brzmi, że „niewiara, światowość, brak uświęcenia i waśnie ludu, uważającego siebie za lud Boży” przeniknęły chrześcijaństwo i osłabiły zdolność Kościoła do wypełnienia misji niesienia ewangelii światu.
Zacząłem się zastanawiać, jak to wygląda w praktyce. Jak „niewiara, światowość, brak uświęcenia i waśnie” przejawiają się dzisiaj?
Czy chodzi tu o niewłaściwe zrozumienie pewnych doktryn? Innymi słowy, o błędne przekonania dotyczące zasad wiary, takich jak szabat, Trójca Święta czy stan umarłych?
Niewiara, o której mowa w tym fragmencie, nie odnosi się do odrzucenia poprawnych doktryn. Chodzi raczej o brak zaufania do Boga — odmowę oddania Mu swojego życia, serca i umysłu oraz niechęć do podążania za Nim. Odrodzony chrześcijanin o pokornym sercu kocha Boga, a więc kocha również prawdę, bo Bóg jest prawdą. Dlatego jest gotów pozwolić, by jego błędy zostały skorygowane. Pragnie, aby jego idee, myśli i przekonania były nieustannie rewidowane i oczyszczane z wszelkich zniekształceń. Chce wzrastać w prawdzie, ponieważ jest świadomy swoich ograniczeń i wie, że nie posiada pełni poznania. Jest gotów porzucić dawne przekonania i przyjąć nowe, gdy tylko zrozumie ich wartość.
Gdy Ellen G. White pisała powyższy akapit, w kierownictwie Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego istniały poważne różnice doktrynalne. Sama E.G. White była trynitarianką i wierzyła w pełną boskość Jezusa — w to, że posiada On życie własne, niezapożyczone i niewywodzące się od nikogo. Natomiast Uriah Smith, redaktor „Review and Herald”, nie uznawał pełnej boskości Chrystusa, postrzegając Go jako istotę pochodzącą od Boga Ojca. Mimo to ta różnica poglądów nie doprowadziła do sporów ani podziałów, o których pisała, ponieważ obie strony ufały Bogu i były gotowe podążać za prawdą w miarę jej coraz pełniejszego zrozumienia.
Czy wspomniana światowość odnosi się do takich rzeczy jak świeckie rozrywki — muzyka, filmy, gry hazardowe, alkohol, narkotyki czy rozwiązłość seksualna? To z pewnością formy świeckości, o których słyszałem w kościele przez całe życie. Jednak moim zdaniem nie one stanowią sedno problemu. To nie ten rodzaj światowości rodzi niewiarę i nieufność wobec Boga.
Najgłębszym wymiarem światowości — upodobnienia się do świata — jest przyjęcie przekonania, że prawo Boże funkcjonuje tak samo jak ludzkie systemy prawne: jako zbiór narzuconych przepisów, które wymagają od Boga wymierzania kar za ich przekroczenie. Światowość, która przeniknęła i zniekształciła chrześcijaństwo, to teologie karno‑prawne oparte na fałszywym założeniu, że Boże prawo jest identyczne z prawem świata; że Boża sprawiedliwość działa tak jak sprawiedliwość świata; że Bóg używa swojej mocy w taki sam sposób jak ziemscy władcy; że Jego gniew funkcjonuje tak jak gniew człowieka.
Innymi słowy, prawdziwą światowością, która zainfekowała Kościół, są teologie przedstawiające Boga jako władcę o mentalności tego świata — jako źródło zadawanego bólu, cierpienia i śmierci. To właśnie takie światowe podejście do prawa — szukanie „sprawiedliwości” poprzez wymierzanie kar — rodzi w Kościele nieufność i niewiarę. Dlaczego? Ponieważ w teologii legalistycznej ludzie są uczeni, by nie ufać Bogu i nie zbliżać się „z ufną odwagą do tronu łaski” (Hbr 4:16), lecz ufać różnym mechanizmom prawnym, które mają ich ukryć i ochronić przed Bogiem. Chrześcijanie są uczeni, by pokładać ufność w krwawej zapłacie złożonej Ojcu na przebłaganie Jego gniewu; w szacie sprawiedliwości Chrystusa, która ma zakrywać nasz grzech, aby Ojciec nie ujrzał naszej niegodziwości (bo gdyby zobaczył nas takimi, jakimi jesteśmy, musiałby nas zniszczyć); w prawnym ułaskawieniu zapisanym w niebiańskich księgach; w pośrednikach — Jezusie, Maryi czy świętych — którzy mają chronić nas przed Bożym gniewem i sprawiedliwością.
Cała ta prawna światowość sprawia, że ludzie, którzy ją wyznają, nie ufają Bogu ani nie wierzą w Jego dobroć, miłosierdzie i miłość. Nie pokładają ufności w Nim — zamiast tego ufają środkom, które mają ich przed Bogiem ochronić. A to prowadzi do braku uświęcenia, ponieważ ich serca nie zostają oczyszczone, odnowione ani odrodzone. Nie stają się „sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5,21), jak naucza Pismo. Zamiast tego słyszą, że jeśli tylko uwierzą w prawną zapłatę, Bóg ogłosi ich sprawiedliwymi, choć w rzeczywistości pozostają niesprawiedliwi. Ponieważ przyjęli fałszywe założenie, że Boże prawo działa tak jak prawo ludzkie, i że Bóg jest źródłem śmierci, chronią się przed Nim za pomocą legalistycznych mechanizmów. Nie ufają Bogu i nie chcą być przez Niego zbadani w świetle prawdy. Wierzą, że gdyby Bóg ujrzał ich takimi, jacy naprawdę są, Jego święty gniew zmusiłby Go do ich zgładzenia, aby „zachować prawo”.
Te wypaczone przekonania uniemożliwiają odrodzenie serca. Dlatego ci religijni ludzie nadal żyją w duchu strachu i egoizmu odziedziczonym po Adamie, zamiast narodzić się na nowo w duchu miłości i zaufania. Stają się podobni do legalistycznych faryzeuszy z czasów Jezusa. To zaś prowadzi do wewnętrznych walk i konfliktów w kościele: niekończących się sporów teologicznych, ustanawiania kolejnych przepisów, kontroli, przemocy i wreszcie podziałów między grupami, które nie zgadzają się z czyjąś interpretacją prawną.
Jeśli Kościół ma zostać uświęcony, jeśli Oblubienica Chrystusa ma zostać oczyszczona i przygotowana na spotkanie ze swoim Oblubieńcem, to musi wyzbyć się światowości. Musi odrzucić światowy system prawa i jego egzekwowanie oraz zacząć czcić Boga jako Stwórcę — Tego, który stworzył niebo, ziemię, morze i źródła wód. A to oznacza konieczność porzucenia kłamstwa, że Boże prawo jest narzucone, i uznania, że wszystkie Boże prawa są prawami projektowymi, wbudowanymi w samą strukturę życia. Musimy przestać osądzać Boga według miary stworzenia. Nadeszła „godzina sądu Bożego” — czas, w którym ludzie przestaną patrzeć na Boga jak na rzymskiego cesarza, a zaczną czcić Go w prawdzie. Dopiero wtedy nastąpi oczyszczenie. Dopiero wtedy zaufanie zostanie przywrócone. Dopiero wtedy serca i umysły otworzą się na uzdrawiającą obecność Ducha. Wtedy lud Boży zostanie oczyszczony, a Kościół obdarzony mocą, by nieść wieczną ewangelię światu.












using your credit or debit card (no PayPal account needed, unless you want to set up a monthly, recurring payment).
instead?