Czy słyszałeś kiedyś powiedzenie, że nie możesz zrobić nic, by Bóg kochał Cię bardziej, ani nic, co sprawiłoby, że kochałby Cię mniej?
Oba te stwierdzenia są prawdziwe — o ile mówimy o Bożym sercu: o Jego postawie, trosce, współczuciu i o tej głębokiej, pochodzącej od Niego samego tęsknocie za każdym człowiekiem.
Kiedy jednak uświadamiamy sobie, że miłość jest rzeczywistością wykraczającą poza uczucie czy jednostronną postawę; że jej pełnia wymaga relacji z inną świadomą istotą oraz wzajemności — wtedy staje się jasne, iż Bóg nie może realizować swojej miłości wobec wszystkich w jednakowy sposób. Nie dlatego, że Jego miłość jest ograniczona lub zmienna, lecz dlatego, że nie każdy człowiek odpowiada na nią miłością, zaufaniem, otwartością i gotowością wejścia w głębszą więź. To właśnie brak tej odpowiedzi ogranicza skuteczność i przepływ Bożej miłości do nich i przez nich.
Bóg ma jednakową postawę wobec każdego człowieka i kocha wszystkich tą samą, nieskończoną miłością — zarówno emocjonalnie, jak i intelektualnie. Jednak aby ta miłość mogła być skuteczna, aby mogła przemieniać człowieka i prowadzić go ku dojrzałości, potrzebna jest odpowiedź: decyzja, by kochać Boga, zaufać Mu, otworzyć przed Nim serce i wejść w intymną, poufną, codziennie pogłębiającą się przyjaźń. To właśnie ta wzajemność sprawia, że wzrastamy i rozwijamy się w jedności z Chrystusem.
Jest to jedno z fundamentalnych praw projektowych Stworzyciela — rzeczywistość wpisana w naturę miłości. Miłość nie może funkcjonować ani rozwijać się dzięki edyktom, przepisom, przymusowi, groźbom kary, nakładaniu praw czy powtarzaniu frazesów, cytatów biblijnych lub kojących zapewnień — nawet jeśli są one prawdziwe. Miłość żyje i rośnie tylko tam, gdzie istnieje więź, zaufanie, bliskość i osobiste poznanie drugiej osoby.
Dlatego Jezus powiedział:
A to jest życie wieczne, aby poznali ciebie, jedynego prawdziwego Boga i tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa. (J 17:3 UBG)
Choć prawdą jest, że Bóg tak umiłował świat, iż dał swego jedynego Syna, aby wszystkich zbawić (J 3:16), to jednak tylko ci, którzy odpowiadają na tę miłość — przyjmują ją, ufają Chrystusowi i otwierają przed Nim swoje serca — doświadczają nowego życia. To oni odradzają się dzięki nowej, ożywiającej energii: dzięki Duchowi Chrystusa przekazanemu przez zamieszkującego w nich Ducha Świętego. Tylko oni aktywnie uczestniczą w tej miłości (2 Kor 5:14).
To są ludzie, których Bóg miłuje nie tylko w swoim sercu, ale także czynnie, aktywnie, funkcjonalnie. Jego miłość nie pozostaje wobec nich zewnętrzna — przenika ich wnętrze, rodzi nowe pragnienia i motywacje, kształtuje zdrowszą tożsamość, nadaje życiu sens i cel, przynosi pokój oraz uwalnia od lęku i obaw.
W głębi serca Bóg kocha wszystkich jednakowo, lecz funkcjonalnie może kochać tylko tych, którzy odpowiadają na Jego miłość — tych, którzy otwierają przed Nim swoje serca. Im więcej czasu spędzamy z Nim w pełnym miłości zaufaniu, tym bardziej się do Niego zbliżamy, tym głębiej się przemieniamy i tym mocniej zacieśniamy więź miłości i zaufania. A to pozwala Bogu kochać nas coraz pełniej, coraz bardziej skutecznie, coraz bardziej przemieniająco.
Dlatego właśnie apostoł Jan jest nazywany uczniem, którego Jezus umiłował:
A jeden z jego uczniów, ten, którego Jezus miłował, położył się na piersi Jezusa. (J 13:23 UBG)
Gdy więc Jezus zobaczył matkę i ucznia, którego miłował, stojącego obok, powiedział do swojej matki: Kobieto, oto twój syn. Potem powiedział do ucznia: Oto twoja matka. I od tej godziny uczeń ten wziął ją do siebie. (J 19:26,27 UBG)
Wtedy pobiegła i przyszła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus miłował, i powiedziała do nich: Zabrali Pana z grobu i nie wiemy, gdzie go położyli. (J 20:2 UBG)
Jezus w głębi serca kochał wszystkich swoich uczniów jednakowo. Jednak najmłodszy z nich, Jan, odwzajemniał się Mu najgłębszą miłością i zaufaniem, przyjmując miłość Chrystusa pełniej niż pozostali. A ponieważ miłość jest rzeczywista i zawsze wywołuje konkretne skutki w życiu tych, którzy czynnie angażują się w relację z Bogiem, przemiana Jana była wyraźniejsza niż u innych uczniów na tym samym etapie ich duchowego rozwoju.
Widać to szczególnie podczas ukrzyżowania. Jan był jedynym uczniem, który pozostał przy Jezusie przez cały weekend męki i śmierci, trwając pod krzyżem aż do końca.
A gdzie byli pozostali? Ogarnął ich strach i rozproszyli się. Piotr bał się tak bardzo, że trzykrotnie zaparł się Jezusa, nawet używając przekleństw.
Zauważmy, że doskonała miłość „usuwa wszelki lęk” (1 J 4:18). Jan, angażując się pełniej w relację miłości z Chrystusem, nie drżał o własne życie; miłość wykonała w nim swoje dzieło, wypierając strach. Z tego powodu w praktyce — nie w sensie emocji czy wewnętrznej postawy Jezusa, lecz w sensie realnego działania i skuteczności miłości — Jezus mógł kochać Jana „bardziej” w tamten weekend niż pozostałych uczniów. Jan otworzył się na tę miłość głębiej, więc doświadczył jej pełniej.
Jakub i Ezaw
Dlatego Biblia mówi, że Bóg „umiłował Jakuba, a znienawidził Ezawa” (Rz 9:13). Nie dlatego, że Bóg żywił wobec nich odmienne uczucia, lecz z powodu reakcji ich serc na Jego miłość. Tak właśnie funkcjonuje miłość.
Jakub otworzył swoje serce w zaufaniu do Boga i odpowiedział na Jego miłość miłością oraz zaufaniem. Dzięki temu Bóg mógł wejść z nim w głęboką, pełną miłości relację — mógł go miłować w sposób czynny, przemieniający.
Ezaw natomiast nie pokochał Boga ani Mu nie zaufał, dlatego nie otworzył przed Nim serca. Choć Bóg kochał Ezawa z całego serca, Ezaw nie odwzajemnił tej miłości, a więc Bóg nie mógł kochać go funkcjonalnie — nie mógł nawiązać z nim poufnej, przemieniającej relacji.
To prowadzi niektórych do dezorientacji, ponieważ w tym fragmencie Biblia używa słowa „nienawidzić”. Jednak w biblijnym języku oznacza ono coś innego niż współczesne „żywić wrogość”. W tym kontekście znaczy raczej „miłować mniej”, czyli „nie móc okazać miłości w pełni”.
Bóg nie mógł miłować Ezawa tak samo jak Jakuba, ponieważ Ezaw odmówił odwzajemnienia miłości i zaufania. Nie chodzi tu o Bożą postawę serca — ta jest niezmienna — lecz o to, jak działa miłość: Bóg „nienawidzi” faktu, że nie może kochać swoich dzieci w pełni, w bliskiej, poufnej relacji. Każdy rodzic rozumie ten ból.
Dowodzi tego napomnienie Jezusa:
Jeśli ktoś przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, a nawet swego życia, nie może być moim uczniem. Kto nie niesie swego krzyża, a idzie za mną, nie może być moim uczniem. (Lk 14:26,27 UBG)
Jezus wcześniej pouczył nas, że mamy kochać Boga ponad wszystko, a bliźniego jak siebie samego — także wtedy, gdy ktoś odnosi się do nas wrogo (Łk 10:27; 6:27,35). Dlatego w tym miejscu Jezus nie zaprzecza samemu sobie. Nie zachęca do żywienia nienawiści wobec własnej rodziny, lecz podkreśla, że Bóg musi zajmować w naszym życiu pierwsze miejsce. Tylko wtedy, gdy stawiamy Go ponad wszystko i pozwalamy, by nasze serce zostało odnowione Jego miłością, jesteśmy naprawdę zdolni kochać innych.
Jeśli natomiast przedkładamy kogokolwiek ponad Boga, w praktyce odcinamy się od źródła miłości — a w konsekwencji tracimy zdolność kochania nawet tych, których najbardziej cenimy. Dlatego kochamy zarówno Boga, jak i rodzinę całym sercem, lecz nasza funkcjonalna, lojalna miłość musi być najpierw skierowana ku Bogu, a dopiero potem ku rodzinie. To właściwy porządek miłości, który pozwala nam kochać wszystkich pełniej, mądrzej i bardziej autentycznie.
Funkcjonalna miłość Jezusa
Zasada, że miłość działa jedynie w sercach i umysłach otwartych na jej przyjęcie, znajduje potwierdzenie w wielu biblijnych historiach. Widzimy w nich ludzi, którzy — choć nie mogli powstrzymać Jezusa przed kochaniem ich w swoim sercu — uniemożliwili Mu kochanie ich w praktyce. Zamknięte serca, brak zaufania, opór wobec Jego słów i działania sprawiły, że Jezus nie mógł okazać im miłości w czynach, tak jak czynił to wobec tych, którzy odpowiadali na Jego zaproszenie. W tym sensie, funkcjonalnie, Jezus mógł miłować ich mniej niż innych — nie z powodu braku miłości w Jego sercu, lecz z powodu braku otwartości po ich stronie.
Wówczas całe miasto wyszło Jezusowi na spotkanie, a ujrzawszy go, prosili, aby odszedł z ich granic. (Mt 8:34 UBG)
Jezus kochał tych ludzi i pragnął ich zbawić, lecz Jego pełne miłości serce nie mogło uaktywnić tej miłości w ich życiu, ponieważ Go odrzucili.
Być może najbardziej uderzającym przykładem tego, że Bóg nie może kochać wszystkich jednakowo — choć w swoim sercu darzy każdego nieskończoną miłością — jest wizyta Jezusa w Jego rodzinnym Nazarecie:
Przyszedł też do Nazaretu, gdzie się wychował. Według swego zwyczaju wszedł w dzień szabatu do synagogi i wstał, aby czytać. I podano mu księgę proroka Izajasza. Gdy otworzył księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane: Duch Pana nade mną, ponieważ namaścił mnie, abym głosił ewangelię ubogim, posłał mnie, abym uzdrawiał skruszonych w sercu, abym uwięzionym zwiastował wyzwolenie, a ślepym przejrzenie, abym uciśnionych wypuścił na wolność; Abym głosił miłościwy rok Pana.
Potem zamknął księgę, oddał ją słudze i usiadł, a oczy wszystkich w synagodze były w nim utkwione. I zaczął do nich mówić: Dziś wypełniły się te słowa Pisma w waszych uszach. A wszyscy przyświadczali mu i dziwili się słowom łaski, które wychodziły z jego ust.
I mówili: Czyż nie jest to syn Józefa?
I powiedział do nich: Z pewnością powiecie mi to przysłowie: Lekarzu, ulecz samego siebie. To, o czym słyszeliśmy, że wydarzyło się w Kafarnaum, uczyń i tu, w swojej ojczyźnie. I powiedział: Zaprawdę powiadam wam: Żaden prorok nie jest dobrze przyjmowany w swojej ojczyźnie. Ale mówię wam zgodnie z prawdą, że wiele wdów było w Izraelu za dni Eliasza, gdy niebo było zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował na całej ziemi; Jednak Eliasz nie został posłany do żadnej z nich, tylko do pewnej wdowy z Sarepty Sydońskiej. I wielu było trędowatych w Izraelu za czasów proroka Elizeusza, jednak żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Naaman Syryjczyk.
I wszyscy w synagodze, słysząc to, zapłonęli gniewem; A wstawszy, wypchnęli go z miasta i wyprowadzili na szczyt góry, na której było zbudowane ich miasto, aby go z niej zrzucić. Lecz on przeszedł między nimi i oddalił się. (Lk 4:16‑30 UBG)
Jak wielkiego bólu musiało to przysporzyć sercu Jezusa! W swojej nieskończonej miłości pragnął ich zbawić; wyciągał do nich rękę z prawdą, miłością i uzdrawiającą łaską. A jednak oni zatwardzili swoje serca, zamknęli umysły i nie tylko wypędzili Go z miasta, lecz nawet próbowali Go zabić.
Serce Jezusa było przepełnione miłością, lecz choć wyszedł im naprzeciw z miłością bez granic, nie mógł kochać ich w sposób praktyczny — ich zamknięcie uniemożliwiło Mu działanie.
Tak samo jest i dzisiaj. Bóg Ojciec, Syn i Duch Święty są nieskończoną miłością, a „miłość Boża rozlana jest w naszych sercach” (Rz 5:5). Jednak nie mogą kochać ciebie i mnie w sposób praktyczny, jeśli odmawiamy przyjęcia tej miłości — jeśli nie odpowiadamy na nią zaufaniem, nie otwieramy drzwi serca i nie zapraszamy Ich do środka.
Dzisiaj, właśnie teraz, Jezus mówi do ciebie i do mnie:
Oto stoję u drzwi i pukam. Jeśli ktoś usłyszy mój głos i otworzy drzwi, wejdę do niego i spożyję z nim wieczerzę, a on ze mną. (Ap 3:20 UBG)
Serce Jezusa jest przepełnione miłością. On pragnie Cię kochać, nawiązać z Tobą bliską przyjaźń, poznać Cię osobiście i zaprosić, abyś i Ty poznał Jego — głębiej, prawdziwiej, intymniej. W tej relacji miłości i zaufania pragnie Cię uzdrowić, przemienić, odnowić i stworzyć na nowo. Chce usunąć Twoje obawy, poczucie winy i wstyd, oczyścić Cię doskonale i ukształtować tak, abyś stawał się podobny do Niego. On naprawdę pragnie Cię miłować.
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, zachęcam Cię: otwórz swoje serce, zaproś Go do środka i pozwól, aby Jego miłość całkowicie Cię przemieniła.









using your credit or debit card (no PayPal account needed, unless you want to set up a monthly, recurring payment).
instead?