Jak sprawić, by dobro było łatwiejsze niż zło?
Niedawno zauważyłem w jednej z ubiegłych lekcji szkoły sobotniej następujące zdanie:
Każdy rodzic wie, że dzieci uczą się przez naśladowanie dorosłych. Wielu rodziców martwi się, widząc, jak ich dzieci kopiują ich złe cechy, a nie dobre. Bez względu na wiek z natury łatwiej przychodzi nam czynienie zła niż czynienie dobra. Na tym między innymi polega nasz upadły stan: „Albowiem nie rozeznaję się w tym, co czynię, gdyż nie to czynię, co chcę, ale czego nienawidzę, to czynię” (Rz 7,15). Niestety, każdy z nas doświadczył tej tragicznej rzeczywistości.
Czy zgadzasz się, że niezależnie od wieku łatwiej przychodzi nam czynić zło niż dobro?
Czy to stwierdzenie jest prawdą absolutną, prawdą zależną od sytuacji, czy może w ogóle nie jest prawdziwe? A jeśli jednak zawiera w sobie jakąś prawdę, to na czym ona polega?
Czy takie myślenie nie kwestionuje zwycięstwa odnoszonego w Jezusie? Czy jest ono zgodne z koncepcją uświęcenia, dojrzewania w Chrystusie i przezwyciężania grzechu? Czy oznacza to, że aż do końca życia będziemy zmagać się z pokusami?
Czy doświadczyłeś w swoim życiu zwycięstwa nad grzechem dzięki Bożej łasce w taki sposób, że Twoje motywacje uległy przemianie — i złe zachowanie przychodzi Ci trudniej oraz jest bardziej przygnębiające niż dawniej? Innymi słowy, czy zauważyłeś, że w pewnych sytuacjach łatwiej jest się dostosować i czynić to, co właściwe, niż to, co niewłaściwe?
Oto prosty przykład: małym dzieciom łatwiej jest nie przestrzegać nakazu mycia zębów niż go przestrzegać. Trzeba im ciągle przypominać i nadzorować je.
A jak jest u ciebie teraz? Co przychodzi ci łatwiej — mycie zębów czy chodzenie z brudnymi? I dlaczego?
Czy w tym praktycznym przykładzie z codziennego życia kryje się jakaś lekcja odnosząca się do chrześcijańskiej dojrzałości?
Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że „bez względu na wiek z natury łatwiej przychodzi nam czynienie zła niż czynienie dobra”?
Czy to prawda absolutna, prawda sytuacyjna, czy może w ogóle nieprawda?
W lekcji szkoły sobotniej przytoczono słowa: „Albowiem nie rozeznaję się w tym, co czynię, gdyż nie to czynię, co chcę, ale czego nienawidzę, to czynię” (Rz 7:15 BW).
Jak to rozumieć? Czy Pismo Święte zniechęca, sugerując, że bez względu na to, jak bardzo będziesz chciał czynić dobro po nawróceniu się, i tak nie będziesz w stanie tego zrobić?
A może ten werset wskazuje raczej na to, że toczymy walkę o zastąpienie starych, niezdrowych nawyków nowymi i zdrowszymi — walkę, która rozgrywa się w sercach i umysłach wierzących?
Innymi słowy, jedynie posłuszni Bogu zmagają się ze starymi nawykami.
Nawrócenie i rozwój duchowy
Moim zdaniem nawrócenie to odrodzenie w nowym Duchu — Duchu miłości i zaufania, Duchu Chrystusa — który napełnia serce nowymi pragnieniami, nowymi motywacjami i nadaje nowe priorytety. Właśnie w tym momencie rozpoczyna się prawdziwa duchowa dojrzałość.
Nawrócony człowiek pragnie żyć według Bożych zasad i zaczyna je stosować. Jednak mimo że nowy duch pobudza go do miłości i zaufania, jego mózg wciąż działa według dawnych przyzwyczajeń, korzystając ze starych wzorców myślenia, reagowania i postępowania. Te utrwalone schematy — nawyki ukształtowane przed nawróceniem — pojawiają się odruchowo i spontanicznie, bez świadomego namysłu.
To właśnie tę wewnętrzną frustrację Paweł opisuje w Liście do Rzymian 7:15.
Przykładem tego procesu może być próba mycia zębów przeciwną ręką po tym, jak usłyszałeś, że najnowsze badania nad zdrowiem mózgu wskazują, iż w ten sposób można pobudzić nowe ścieżki neuronalne, uaktywnić białka ochronne i zmniejszyć ryzyko demencji. Przekonany o korzyściach, postanawiasz więc myć zęby, trzymając szczoteczkę w drugiej ręce.
Co najprawdopodobniej wydarzy się pierwszego wieczoru, gdy — rozmawiając z kimś lub słuchając wiadomości — pójdziesz umyć zęby? Najpewniej zupełnie mimowolnie weźmiesz szczoteczkę do tej samej ręki co zawsze. A kilka minut później, kładąc się do łóżka, pomyślisz: „Och! Miałem myć zęby drugą ręką!”. Czy w takiej chwili mówisz sobie: „Jestem do niczego. Nigdy się tego nie nauczę… Nie potrafię się zmienić, jestem beznadziejny. Po co w ogóle próbować? I tak zawsze będę operował tak, jak się przyzwyczaiłem!”?
A może raczej jesteś świadomy, że działając bez zastanowienia, po prostu wykonujesz to, co masz głęboko zakorzenione w mózgu? Jeśli naprawdę chcesz zmienić przyzwyczajenie, będziesz musiał wrócić do łazienki i ponownie umyć zęby — tym razem trzymając szczoteczkę w drugiej ręce.
Takie „potykanie się” o stary nawyk będzie powtarzać się przez wiele dni. Na początku, myjąc zęby jak zwykle, przypomnisz sobie o postanowieniu i zmienisz rękę w połowie. Po kilku dniach nadal będziesz sięgać po szczoteczkę tą samą ręką, ale gdy tylko sobie o tym przypomnisz, przełożysz ją do drugiej. W końcu jednak nowe przyzwyczajenie się utrwali, a stare — stopniowo zaniknie.
Czy w tym przejściowym okresie przestawiania się — czasie zmian, potknięć i „porażek” — kiedykolwiek się buntowałeś? Oczywiście, że nie. Sercem wciąż dążyłeś do wyrobienia nowych nawyków, ale nie byłeś jeszcze w stanie działać według nich automatycznie. Po prostu nowy nawyk nie zdążył się jeszcze zakorzenić. Musiałeś świadomie przekładać szczoteczkę do drugiej ręki, celowo inicjować nowe ścieżki i unikać starych.
Tak dzieje się niezależnie od tego, czy mówimy o nawyku mycia zębów, czy o reakcjach emocjonalnych, negatywnych wzorcach myślenia, sposobie mówienia czy zachowania. Jednak gdy się nawrócisz i masz nowe serce, to w chwili, gdy tylko rozpoznasz stary wzorzec, twoje nowe serce woła: „Och, nie to zamierzałem zrobić!” — i natychmiast przestawiasz się na nowe tory. Szukasz Bożej łaski, Jego obecności, przebaczenia (jeśli jest potrzebne) oraz mocy do zwycięstwa.
W tym procesie nie ma buntu przeciwko Bogu. I dlatego Paweł, kilka rozdziałów dalej w Liście do Rzymian, stwierdza:
Wszystko bowiem, co nie jest z wiary, jest grzechem. (Rz 14:23 UBG)
I dlatego Biblia mówi:
PAN bowiem nie patrzy na to, na co patrzy człowiek, bo człowiek patrzy na to, co jest przed oczami, ale PAN patrzy na serce. (1 Sm 16:7 UBG)
„To, co jest przed oczami” odnosi się tutaj do czegoś więcej niż tylko do wyglądu fizycznego. Obejmuje wszystko, co ludzie mogą zauważyć — czyny, zachowanie, etykę pracy. Choć Bóg widzi to samo, Jego uwaga skupia się przede wszystkim na motywach, na rzeczywistych pragnieniach i intencjach serca, a nie na przypadkowych uchybieniach w zachowaniu, które wynikają z nieusuniętych jeszcze starych nawyków. Są to pozostałości szkód spowodowanych życiem w grzechu. Bóg pragnie, abyś je rozpoznawał i był z nich niezadowolony; abyś nadal uruchamiał nowe ścieżki i zacierał stare.
Możesz być pewny, że Bóg nie chce, byś uwierzył w kłamstwo, że potknięcie wynikłe ze starego nawyku oznacza brak zwycięstwa i powrót do życia w grzechu — w nieufności i buncie — ani byś przestał wzrastać ku pełnej dojrzałości.
Wzrost według Bożego planu, nie według zasad legalizmu
Legalistyczny sposób myślenia koncentruje się na tym, co zewnętrzne: na wyglądzie, uczynkach i zachowaniu. Bóg — nasz Stwórca — skupia się natomiast na tym, czym w istocie jest zbawienie, zgodnie z Jego prawami wpisanymi w rzeczywistość: na sercu, motywach i duchu pobudzającym nasze czyny. Czy żyjemy w miłości i zaufaniu? Czy pozostajemy wierni w czasie zdrowotnej kuracji, nawet gdy upadamy? Czy każde potknięcie nas zasmuca i popycha do Jezusa z pragnieniem wzrostu, rozwoju i dojrzewania?
Tak właśnie wygląda to w moim życiu. Mam pewne utrwalone sposoby postrzegania, myślenia, odczuwania i reagowania, które w określonych sytuacjach uruchamiają się bez mojej intencji. I choć moje serce stało się bardziej wrażliwe odkąd Bóg zaczął aktywnie nade mną pracować, mój sposób porozumiewania się nie zawsze odzwierciedla Chrystusa. I to mnie zasmuca. Gdy tak się dzieje, mówię: „Nędzny ja człowiek! Któż mnie wybawi z tej słabej biologii, w której zakorzenione są stare wzorce?”. Idę wtedy do Jezusa i doświadczam Jego łaski. A z czasem On działa we mnie tak, że mój mózg się przeprogramowuje, ulega przemianie, rozwijają się nowe automatyczne reakcje — i coraz łatwiej jest mi czynić dobro niż zło.
A ponieważ rozumiem, że rzeczywistość działa w harmonii z Bożymi prawami projektowymi, tak sparafrazowałem ten fragment z Rzymian 7:
Jestem sfrustrowany tym, co robię! Odzyskałem zaufanie i pragnę postępować zgodnie z Bogiem, Jego metodami i zasadami; ale widzę, że choć ufam Bogu, moje stare nawyki, wyuczone reakcje, uprzedzenia i inne pozostałości spustoszenia spowodowanego nieufnością i egoizmem nie zostały jeszcze w pełni usunięte. A jeśli odkrywam w sobie stary nawyk, który prowadzi mnie do zachowania, które teraz uważam za odrażające, to tylko potwierdza, że prawo jest pomocnym narzędziem ujawniającym resztkowe szkody wymagające uzdrowienia.
Oto, co się dzieje: zaufałem Bogu i pragnę pełnić Jego wolę, ale stare nawyki i wyuczone reakcje — pojawiające się niemal odruchowo w pewnych sytuacjach — nie zostały jeszcze całkowicie wyeliminowane. Właśnie dlatego czasem robię rzeczy, których nie chcę robić. Wiem, że mój umysł był głęboko zainfekowany nieufnością, lękiem i egoizmem, które wypaczyły moje pragnienia i zdolności. I choć nieufność została wykorzeniona, a ja zacząłem ufać, szkody wyrządzone przez lata nieufnego i egoistycznego życia nie zostały jeszcze w pełni uleczone.
Widzę więc, że czasem pragnę czynić to, co właściwe, ale nie mam jeszcze na tyle ugruntowanych zdolności, by to pragnienie w pełni zrealizować. Stare nawyki i wyuczone reakcje nie są tym, czego chcę — nie! To pozostałości mojego egoistycznego, nienawróconego umysłu. Jeśli więc przyłapię się na robieniu tego, czego już nie pragnę, to wiem, że nie ja działam, lecz resztki starych nawyków i wyuczonych reakcji, które jeszcze we mnie trwają. Wierzę jednak, że dzięki Bożej łasce zostaną one wkrótce wykorzenione.
Odkrywam więc tę rzeczywistość: kiedy pragnę czynić dobro, moje stare, egoistyczne nawyki i resztkowe uczucia lęku nadal są blisko przy mnie. W umyśle raduję się Bożymi metodami i zasadami, ale widzę też, że wciąż noszę w sobie skażenie latami nieufności i praktykowania metod szatana. Choć sama infekcja nieufności została usunięta, stare nawyki lęku i autopromocji wciąż kuszą mnie od wewnątrz.
Jakim jestem skażonym i słabym człowiekiem! Kto mnie uzdrowi i wyzwoli z tego schorowanego, zdeformowanego mózgu i ciała? Chwała niech będzie Bogu — bo On zapewnił uzdrawiające rozwiązanie przez Jezusa Chrystusa, naszego Pana!
Odkrywam zatem, że w moim umyśle odnowiło się zaufanie do Boga i miłość do Jego metod, ale mój mózg i ciało pozostają naznaczone latami egoizmu i samouwielbienia. (Rz 7:15‑25 The Remedy)
Jeśli więc dostrzegasz, że w sercu pragniesz czynić to, co właściwe, a mimo to czasami robisz coś zupełnie innego, nie zniechęcaj się i nie daj się zwieść kłamstwu, że nie odnosisz zwycięstwa. Uznaj po prostu prawdę. Masz nowe serce i właściwego ducha, który pochodzi od mieszkającego w tobie Ducha Świętego, ale twoje zdolności w realizowaniu nowych pragnień wciąż zmagają się ze starymi nawykami — a ich usunięcie i zastąpienie lepszymi wymaga trochę czasu.
Udaj się do Jezusa, wielbij Go za zbawienie, a nawet za sam fakt, że toczysz tę walkę, bo jest ona dowodem Jego zbawczego działania w twoim życiu. Następnie świadomie zacznij praktykować to, co zdrowe, dobre i właściwe, a z czasem wypracujesz nowe ścieżki, podczas gdy stare zostaną zatarte.
Apostoł Paweł napisał:
Tak więc jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; to, co stare, przeminęło, oto wszystko stało się nowe. (2 Kor 5:17 UBG)
Lekcje Szkoły Sobotniej czwarty kwartał 2025 r., „Księga Jozuego” Lekcja nr 8 “Mocarze wiary: Jozue i Kaleb”, s.60.










using your credit or debit card (no PayPal account needed, unless you want to set up a monthly, recurring payment).
instead?