Niedawno jeden ze słuchaczy przesłał kilka pytań:
Czy człowiek jest albo introwertykiem, albo ekstrawertykiem? Czy można być tylko jednym z nich? Kim był Jezus? I czy introwertyk może skutecznie służyć ludziom?
W latach 20. XX wieku psychiatra Carl Jung wprowadził pojęcia „introwertyk” i „ekstrawertyk”, opisując w ten sposób dwa podstawowe typy osobowości:
- Introwertyk kieruje swoją energię do wewnątrz i potrzebuje wycofania, aby się odświeżyć i nabrać sił, podczas gdy
- Ekstrawertyk czerpie energię z kontaktu z innymi i zewnętrznych bodźców.
Od tamtej pory powstało wiele publikacji na temat tych dwóch stylów funkcjonowania, a także licznych podtypów. Sformułowano rozmaite teorie dotyczące różnic w pracy mózgu, wpływu doświadczeń życiowych, wzorców przepływu krwi, neurochemii, genetyki czy wyuczonych reakcji. Mimo to do dziś nie istnieje powszechnie akceptowane biologiczne wyjaśnienie tych różnic.
Starając się to zrozumieć, osoba zadająca powyższe pytanie słusznie zwróciła uwagę na Jezusa: czy On sam był introwertykiem, czy ekstrawertykiem?
Jezus był doskonałym człowiekiem, a jednocześnie ucieleśnieniem Boga. „Bóg bowiem był w Chrystusie, jednając świat z samym sobą” (2 Kor 5:19 UBG). Powiedział również: „Kto mnie widzi, widzi i mego Ojca” (J 14:9 UBG). Pismo Święte uczy, że Jezus jest Bogiem, który stał się człowiekiem (J 1:1‑3,14).
Jezus był Bogiem w ludzkiej postaci, a w Jego życiu widzimy najpełniejsze urzeczywistnienie Bożej natury — miłości i prawdy. To właśnie miłość prowadziła Go do skupienia się na innych: na zbawianiu, uzdrawianiu, błogosławieniu, podnoszeniu na duchu i oddawaniu chwały Ojcu. Dlatego, gdy wymagała tego miłość i prawda, Jezus działał w sposób, który dziś nazwalibyśmy ekstrawertycznym — publicznie uzdrawiał, czynił cuda, nauczał tłumy.
Jednocześnie, gdy miłość i prawda mogły na tym skorzystać, Jezus wybierał postawę bardziej introwertyczną — milczał, usuwał się od tłumów, szukał samotności na modlitwie.
Jezus nie był ani introwertykiem w jungowskim sensie — kimś, kto zwraca się ku sobie, by się odświeżyć i wzmocnić — ani nie zachowywał się tak, jakby był nieistotny. Nie był też ekstrawertykiem, który szuka odnowy i energii u ludzi, ani kimś, kto pragnie być zauważony.
Przeciwnie, Jezus był doskonałym ucieleśnieniem Bożego zamysłu dla człowieka. Odnowę i siłę czerpał ze swojej relacji z Ojcem — kochając Go całym sercem, umysłem, duszą i siłą. Znajdował czas na samotność, by odpocząć od tłumów i nabrać mocy u Ojca, a następnie wychodził do ludzi, by głosić prawdę i miłość Bożą.
Zachowywał się „ekstrawertycznie” wtedy, gdy służyło to rozwojowi Królestwa Bożego — nauczając publicznie, uzdrawiając, czyniąc cuda. W innych sytuacjach wybierał postawę bardziej „introwertyczną” — wycofanie, milczenie, modlitwę w odosobnieniu — gdy właśnie to było najskuteczniejsze dla wypełnienia Bożego dzieła.
Jezus był ucieleśnieniem miłości i prawdy, które przynosiły chwałę Ojcu i błogosławieństwo ludziom.
W świecie naznaczonym grzechem wrodzony duch strachu i egoizmu skłania ludzi do poszukiwania pokoju i zaspokojenia — czegokolwiek, co daje im choćby namiastkę bezpieczeństwa. W tym kontekście introwertycy i ekstrawertycy, w rozumieniu Junga, to ludzie zmagający się z niepewnością siebie, próbujący zrekompensować wrodzony lęk przed odrzuceniem, samotnością, nieadekwatnością, winą czy wstydem poprzez określony styl funkcjonowania.
Innymi słowy, introwertyk może polegać głównie na sobie w relacjach z innymi, co go wyczerpuje, a następnie wycofywać się, by w samotności odzyskać siły. Inni introwertycy unikają sytuacji, które mogłyby wywołać panikę związaną z poczuciem nieadekwatności, możliwością popełnienia błędu, oceną ze strony innych czy zażenowaniem — dlatego wolą nie przyciągać uwagi.
Ekstrawertyk natomiast — otwarty, głośny, zabawny i dowcipny — często szuka aprobaty u ludzi, próbując w ten sposób zagłuszyć własne niepewności, obawy i poczucie niedoskonałości.
Jezus wzywa wszystkich — zarówno introwertyków, jak i ekstrawertyków — aby u Niego szukali schronienia. Zaprasza każdego, by porzucił życie odziedziczone po Adamie, naznaczone strachem i egoizmem, i narodził się na nowo: z nowym duchem, nowym sercem, z Jego Duchem miłości i zaufania. Wzywa, by przestać żyć pod panowaniem ducha lęku.
A gdy serce zostaje odrodzone przez Jego ducha miłości i zaufania, nie trzeba już szukać „zasilania” ani w sobie, ani w innych ludziach. Tak jak Jezus, możemy codziennie spędzać czas z Nim i z naszym Ojcem Niebieskim, czerpiąc od Niego siłę, odnowę, ożywienie i motywację. Jak mówi Pismo: „Miłość Chrystusa przymusza nas” (2 Kor 5:14).
Z takim nowym sercem, przepełnionym miłością, i z umysłem skupionym nie na sobie, lecz na Jezusie, staramy się przynosić chwałę Bogu, realizując Jego cele w naszym życiu. Dlatego będziemy zachowywać się „ekstrawertycznie”, gdy przyniesie to chwałę Bogu i błogosławieństwo innym, a „introwertycznie”, gdy cisza, wycofanie i milczenie będą sposobem na oddanie Mu czci.
Naszą wewnętrzną motywacją nie będzie już strach ani niepewność, lecz miłość i zaufanie Bogu — dla Jego chwały i dla dobra innych.
Nie należy mylić introwersji i ekstrawersji z duchowymi darami. Niektórzy ludzie mają talent muzyczny, oratorski czy przywódczy, które naturalnie kierują ich ku rolom funkcjonującym w sposób bardziej „ekstrawertyczny”. Inni są obdarzeni zdolnościami, które najlepiej działają w tle i sprawiają wrażenie bardziej „introwertycznych”.
Jednak osoba, która nie żyje ani jako introwertyk, ani jako ekstrawertyk — lecz coraz bardziej upodabnia się do Jezusa — odkryje, że podąża za prowadzeniem Ducha Świętego. Gdy okoliczności będą takie, że Królestwo Boże najpełniej rozwija się poprzez ciszę, nawet mówca, muzyk czy przywódca pozostanie w milczeniu albo, jak Jezus, po cichu się wycofa. Natomiast gdy sytuacja będzie wymagała głosu, osoba, która zwykle służy w tle, przemówi z odwagą, idąc za natchnieniem Ducha Świętego.










using your credit or debit card (no PayPal account needed, unless you want to set up a monthly, recurring payment).
instead?